AUDIO

 

STABILITY

THE ONE

W naszym zakręconym i obszernym świecie audio, który pielęgnujemy i poznajemy na różne sposoby, często trafiamy na tematy kontrowersyjne. Antywibracja jest jednym z nich, zwłaszcza gdy rozmawiamy o stosowaniu tego typu rozwiązań pod urządzeniami nie tak oczywistymi, jak gramofon, czy same kolumny – tam zmiany powinny być słyszalne praktycznie zawsze z przyczyn czysto fizycznych. No właśnie, czy z tych samych przyczyn słyszymy ten wpływ pod elektroniką typu wzmacniacz, przetwornik DAC, odtwarzacz CD, bądź transport ? Niech każdy odpowie sobie na to pytanie sam. Ten artykuł nie powstał, by kogokolwiek przekonać do moich poglądów i doświadczeń, ale by przekazać zainteresowanym spostrzeżenia z obcowania z takimi elementami. 

Dokładniej elementami antywibracyjnymi Audio Stability o nazwie "The One" – rodzimej marki, która powstała z myślą o dostarczaniu wysokiej jakości produktów w cenach, które definiowane są na podstawie użytej wiedzy i rozwiązań, a nie sztucznego windowania kosztów.

Testowany zestaw składa się z trzech podstawek, które zapakowane są w schludne pudełko, w którym znajdziemy również certyfikat z informacjami o danej serii produktu i padami do podklejenia spodu podstawek. Jeśli chodzi o jakość wykonania, to jest naprawdę bardzo dobra. Dbałość o szczegóły, solidna konstrukcja i poczucie, że trzymamy w ręku coś, co zostało wykonane z pasją. 

Same podstawki działają na zasadzie tłumienia. Element przypominający “dzwon”, czy “kaptur” osadzony jest na tłumiku, który wybrany został na zasadzie prób i błędów, oraz wielokrotnych testów odsłuchowych. Konstrukcja porusza się w obu płaszczyznach dość swobodnie w przypadku, gdy nie ma na niej obciążenia. Ustawienie naszego sprzętu na podstawkach powoduje zdecydowane zmniejszenie mobilności, czuć opór i system tłumienia.

Dokonując odsłuchów, podkładki ustawiłem pod mój przetwornik DAC - Rockna WaveDream XLR Edition, a także przedwzmacniacz Audia Flight FLS 1. W obu przypadkach zmiany soniczne miały podobny wymiar, więc sygnatura podstawek jest uskuteczniona w ten sam sposób przy różnym typie urządzeń. Oznacza więc to, iż jesteśmy w stanie przewidzieć w przybliżeniu, jaki efekt działania będzie miał każdy następny set podstawek “The One” w naszym systemie. 

Przechodząc do walorów dźwiękowych, chciałem przypomnieć, iż takie akcesoria i “strojenie” dźwięku jest zalecane w sytuacji, gdy nasz system jest już praktycznie kompletny i potrzebujemy ostatniego szlifu, czy tej finalnej przyprawy, która sprawi, iż z bardzo dobrego dania głównego otrzymamy wybitne danie główne. 

Nie przedłużając, na pierwszy ogień poszła płyta Black String -  Mask Dance, południowo-koreańskiego kwartetu, który osadzony jest w gatunku Jazz i World Music, jednak moim zdaniem miesza o wiele więcej stylów. Sprawdźcie sami, szalona i energetyczna mikstura tradycyjnych koreańskich instrumentów z nutką elektroniki i dynamicznie granej perkusji. 

Używając Audio Stability “The One” poprawiła się ilość informacji o danym instrumencie – jego, jak to się mówi w żargonie audio – tekstura. Nie zmieniając balansu tonalnego, otrzymujemy więcej smaczków dopełniających dane wybrzmiewanie. Łatwiej jest nam odczytać, ile energii zostało włożone, by wydobyć dźwięk z instrumentu. Również sekcja basu jest lepiej zróżnicowana, możliwe, że delikatnie twardnieje, ale jest to naturalna przemiana, gdy otrzymujemy coś więcej w pakiecie niskich częstotliwości. 

Następnie podjąłem się testowania przy użyciu majstersztyku akustycznego w formie muzyki na żywo - Friday Night In San Francisco. Album każdemu dobrze znany, nie bez powodu wybór padł na ten, a nie inny performance live. Wsłuchując się, szukałem zmian w dynamice. Na przełomie lat testowałem kilka różnego rodzaju rozwiązań antywibracyjnych i wiele z nich mając na celu wprowadzenie spokoju i ogólnego zrelaksowania, robi to kosztem dynamiki. A “zabijając” dynamikę musimy się liczyć z tym, iż zabijamy emocje w muzyce. “The one” nie ma w zwyczaju kastrowania tego aspektu, mikro i makro dynamika jest na dobrym poziomie, nic nam nie zostaje narzucone, ale także nie odczuwamy spowolnienia. 

Kolejnym albumem, do którego bardzo lubię wracać, testując elementy audio, jest Newton Faulkner: Hand Built By Robots. Moim zdaniem bardzo niedoceniany album z pogranicza Acoustic/Folk Rock. Tutaj specyficzny sposób operowania gitarą i dobrze wyszczególnione warstwy nagrania, pozwalają na ocenę nie tylko czytelności kompozycji, ale i rozdzielczości danego elementu nagrania. Jak już wcześniej wspomniałem, działanie podkładek poprawia ilość informacji, więc i artykulacja staje się lepsza. W coverze utworu “Teardrop” używana jest wielowarstwowa sekcja wokali, która dzięki “The One” staje się lepiej odseparowana od siebie i bardziej słyszalna. 

W ogólnym rozrachunku Audio Stability “The One” jest jak bardzo dobry przewód w systemie audio. Nie stara się ani niczego zamaskować, ani na siłę pokazać, ale dostarcza dużą ilość informacji, nie wpływając na balans tonalny. Zachowuje równowagę i nie ogranicza dynamiki podając nam w tym samym czasie jak na tacy wszystkie potrzebne do stworzenia pełnego dania produkty. Jak wspomniałem wcześniej, jest to “gadżet”, który ma za zadanie dopełnić nasz system, zaoferować tę małą drobinkę piasku, którą przesypujemy w klepsydrze naszego doświadczenia w budowaniu systemów audio i postawić kropkę nad “i”. 

W moim systemie spisał się znakomicie, nawet przy znacznie droższych rywalach z Danii. 

Polecam serdecznie,

Filip Bujwid

Albumy użyte podczas odsłuchów:

  • White Facebook Icon
  • White YouTube Icon

+45 286 179 59

© 2018 by Filip Bujwid. Stronę zbudowała: Paulina Rusnarczyk.