• White Facebook Icon
  • White YouTube Icon

+45 286 179 59

© 2018 by Filip Bujwid. Stronę zbudowała: Paulina Rusnarczyk.

PYLON

EMERALD 25

Emerald 25 - Uniwersalny Szmaragd

 

Wielu z was zorientowało się już pewnie, że firma Pylon nazywając poszczególne linie kolumn głośnikowych, posługuje się nazwami kamieni, także tych szlachetnych. Emerald jako odmiana berylu to nic innego jak “zielony klejnot” z łaciny smaragdos.

Dzięki uprzejmości duńskiego dystrybutora tej marki trafiły do mnie nowe, nigdy nieotwierane Emerald 25 w wykończeniu Rosewood Mat. Standardowo na starcie kilka zdjęć z unboxingu i parametry techniczne.


- Impedancja 4 Ohm
- Pasmo przenoszenia 35 Hz - 20 kHz
- Moc nominalna 110 W
- Moc maksymalna 220 W
- Efektywność 89 dB
- Głośnik niskotonowy 2 x Pylon Audio PSW 17.8 CJA
- Głośnik wysokotonowy Pylon Audio PST T-120.6 (mod. Seas 27TDC)
- Maskownica magnetyczna
- Wymiary [W x H x D] 185 x 1000 x 320 mm /bez podstawy
- Waga 30kg / sztuka

Na wstępie muszę pochwalić jakość wykonania, którą prezentują bohaterowie tejże recenzji. Pylon Audio zdecydowanie dba o każdy, najmniejszy szczegół co widać dobitnie, patrząc na obudowy i dopasowanie “finishu” każdej kolumny.

Odsłuchy

 

Muszę przyznać, że zaraz po podłączeniu kolumn do systemu miałem czas na dwie, może trzy godziny zaznajamiania się z ich dźwiękiem. Podczas gdy następne trzy dni spędziłem na długich zmianach w pracy, Emeraldy cały czas grały i mechanicznie “wygrzewały” się czekając na mój dzień wolny. Podczas pierwszego podłączenia zaniepokoił mnie dźwięk tweetera, który jest mi dobrze znany, a w tym przypadku wydawał się dość ostry i drażliwy. Po pewnym czasie (okolice 60-70 godzin) sytuacja ta uległa kompletnej zmianie i nie możemy tu mówić o tym, że moje ucho przyzwyczaiło się do dźwięku, ponieważ praktycznie wcale nie słuchałem ich w tym czasie. Zmodyfikowany na potrzeby projektu Seas uspokoił się i nabrał łagodnej, nasyconej sygnatury, która w niczym nie przypominała naszej pierwszej randki.

Jako optymalne ustawienie przyjąłem 235 cm między kolumnami i 260 cm do pozycji odsłuchowej. Kolumny stały w odległości 70 cm od ścian bocznych i 120 cm od ściany tylnej licząc od frontu kolumny. Dogięcie rzędu 15-20 stopni dało najlepsze efekty względem obrazowania dźwięku i balansu góry/środka pasma. Ogólnie sygnatura dźwiękowa wersji “25” jest zdecydowanie inna niż w limitowanej “HF”. Wersja HF to produkt, który powstał przy współpracy z Panem Wojciechem Pacułą, redaktorem naczelnym pisma High Fidelity i cechuje się moim zdaniem o wiele ciemniejszą sygnaturą brzmienia.

Dlaczego więc nazwałem Emerald uniwersalnym szmaragdem? Właśnie ze względu na ich specyficzne podejście do kreowania dźwięku. Są to kolumny, które w przeciwieństwie do wielu produktów w tym przedziale cenowym nie narzucają charakterystycznych cech własnych. To nie znaczy, że są do bólu transparentne, ponieważ nie są. Chodzi bardziej o obraz dźwięku, jaki nam serwują. Jest to spójna całość o wysokiej muzykalności, nieco wygładzona góra i dobra podstawa basowa — w rozrachunku ogólnym sprawia to, że zapominamy o rozdrabnianiu się na mikroelementy i słuchamy muzyki. Ma to wiele zalet, ponieważ kolumny te nie zmuszają nas do wybiórczego odsłuchiwania naszych zbiorów. Wspomniana wyżej góra pasma jest nasycona i dobrze łączy się ze środkiem. Bas ma świetny autorytet, mimo że nie schodzi tak nisko, jak mogłyby sugerować gabaryty kolumn i przekątna wooferów. Można powiedzieć, że konstruktor postawił bardziej na dobry “kick” i kontrolę niż subwooferowy masaż naszego ciała. Jako że jestem typem osoby, która do wszystkiego podchodzi z dystansem i doszukuje się dziury w całym, znalazłem też wady naszych polskich szmaragdów. Jako że słucham muzyki o bardzo szerokiej rozpiętości gatunkowej padło na cięższe brzmienie i tam odkryłem, że wyrafinowanie i “potulne” podejście Emerald nie dostarczało odpowiedniego pazura.

Słuchając zespołu Deftones, w skład którego wchodzi bardzo niedoceniany moim zdaniem perkusista Abe Cunningham wydawało mi się, że stopa ma bardzo dobrą masę i atak, lecz talerze nie brzmią tak ekspresyjnie, jak bym tego oczekiwał i całości brakuje nieco sznytu. Z drugiej strony słuchając najnowszego albumu Korn - The Nothing, który zdecydowanie nie jest tak mroczny, jak ich poprzedni twór, Emerald spisał się bardzo dobrze. Album ten nie jest tak “gęsty” i “brudny”, zdecydowanie zwiększono rozdzielczość nagranych dźwięków, wszystko jest klarowne i nie zalicza się do typowej dla tego gatunku ściany dźwięku. Dzięki temu polskie kolumny bez problemu odzwierciedliły przestrzeń nagrań i nie sprawiały wrażenia, ażeby album brzmiał jasno czy technicznie.

Zanim zasiadłem do pisania tej recenzji, obiecałem sobie, że będzie ona krótka, zwięzła i na temat. Emerald nie zaliczają się do kolumn po jasnej stronie brzmienia, nie są też do końca ciemne. Usytuowałbym je gdzieś pośrodku, ich największą siła jest możliwość dostosowania do szerokiej gamy muzyki, jakiej słuchamy, nie będą faworyzować jazzu, elektroniki czy muzyki rockowej, zagrają ją po prostu najlepiej, jak potrafią. Góra pasma na pewno wpadnie w ucho słuchaczy, którzy lubią nutkę plastyczności, bez przesadnych detali. Bas podoła w pomieszczeniach nie większych niż 40 może 45 metrów kwadratowych, chociaż dużo zależy, czym je będziemy napędzać.

W moim przypadku karmione były następującym systemem:

Przedwzmacniacz - Audia Flight FLS1
Końcówka mocy - Audia Flight FLS4
Przetwornik DAC - Rockna Wavedream XLR Edition
Odtwarzacz CD - Denon DCD S1
Filtr sieciowy - HiDiamond HDX2
Przewody zasilające - Lampizator Reference Power, Airtech Omega Power
Interkonektory XLR - Zrobione na zamówienie na bazie miedzi OCC i czystego srebra
Przewody głośnikowe - Acoustic Zen Hologram II
Akcesoria antywibracyjne - Ansuz Darkz Ceramic, Audio Stability The One

Polecam wszystkim, którzy pragną bezbłędnego wykonania i aparycji, a także dźwięku, który umili nam wiele czasu, a to wszystko w uczciwej cenie.

Filip Bujwid